Mała dziewczynka siedziała w ostatniej ławce w klasie ślicznie ubrana w granatowo-biały mundurek szkolny. Spoglądała pusto przed siebie nie patrząc na rodziców i uczniów ani nawet na nauczycielkę. Oni znowu nie znaleźli czasu by pojawić się w jej szkole w tym dniu, znowu ich nie było, ale cóż spodziewała się tego.Dziewczynka spuściła wzrok czując jak w oczy zapiekły ją łzy. Jasne loczki opadły na pobladłą twarz i po policzkach spłyneły słone gorzkie krople. Zerwała się szybko ze swojego miejsca i wybiegła z klasy łapiąc za swój tornister szkolny.
Ich nigdy nie ma. Nigdy nie mają czasu.
Z bólem w sercu wybiegła ze szkoły na zimne listopadowe powietrze i mocniej otuliła się bluzą na ramionach. Jako uosobienie nędzy i rozpaczy ruszyła w stronę mieszkania babci, a łzy nie chciały przestać płynąć po jej jasnych policzkach. Dlaczego oni jej nie kochają? Dlaczego ciągle nie mają dla niej czasu? Dlaczego nie chcą swojej jedynej córki?
Weszła spokojnie po schodach i kluczami otworzyła drzwi. Od razu usłyszała szloch i cichy szept dziadka
-Wszystko będzie dobrze Lydio... Nie płacz.-powiedział powoli jej ukochany dziadek. Cichutko podeszła do salonu i zobaczyła płaczącą babkę i tulącego ją dziadka.
-Co się stało?-zapytała mała dziewczynka stawiając plecak na podłodze i usiadła koło babci obejmując ją swoimi małymi ramionkami.
-O-oni nie żyją Felicjo. Ich już nie ma-wyszlochała babka i objęła wnuczkę ramieniem jednocześnie mocniej wtulając się w swojego męża.-Twoi rodzice...-zaczęła, ale ogarnął ją szloch.
Nie żyją? Przecież dziś rano widziała wystrojoną parkę gdy wychodzili do biura i obiecywali, że pojawią się na dniach otwartych szkoły. Że zobaczą jak radzi sobie ich córeczka...
Z jej zielonych oczu popłyneły łzy plamiąc białą koszulę mundurka szkolnego. Wstała, chwiejnym krokiem ruszyła w stronę swojego pokoju.Tam rzuciła się na łóżko i wtuliła w puchatego białego misia.
Dlaczego znowu ją zostawili? Dlaczego ją zawodzą? Dlaczego Bóg łamie jej dziecięce i niewinne serduszko? Przecież nic nie zrobiła nikomu. Dlaczego więc wszyscy zsyłają na nią cierpienie, dlaczego ciągle doprowadzają ją do płaczu?
Tylko Bóg zna odpowiedź i kto by przypuszczał, że jej udzieli odpowiedzi na wszystkie pytania... Tylko czy ona chce to wszystko wiedzieć?
Równo trzy miesiące po pogrzebie doszła do niej kolejna bolesna prawda. Babcia nie żyje. Popełniła samobójstwo. To słowo tak obco brzmi w jej myślach. Kolejna osoba ją zostawiła na tym świecie samą. Kolejna osoba doprowadziła do przepłakania kilku nocy. Jedynie dziadek jeszcze pozostał... Tylko jego jeszcze ma... Szloch ogarnął jej kruche i delikatne ciałko. Drżenie zabrało powietrze z płuc. A łzy odebrały zdolność widzenia. Jedyne co teraz powtarzała jak mantrę było
-Aniele Boży, Stróżu mój Ty zawsze przy mnie stój, bądź mi zawsze ku pomocy i we dnie i w nocy...
Spoglądał na to jeden upadły anioł i czuł jak jego serce rozrywa się na kawałki. Ona na to nie zasługuje... Cichutko zamknął drzwi pokoju i pięścią mocno uderzył w drzwi a zewsząd rozległ się huk.
Bóg usłyszał wołanie.
Spogląda na dziecko z wielką czułością i miłością. Patrzy na nią chwile i uśmiecha się lekko.
-Uda ci się Teraźniejszy Archaniele...
Matko. Tyle tragedii w tak krótkim czasie. Współczuję tej biednej dziewczynie.
OdpowiedzUsuńZapowiada się bardzo ciekawe opowiadanie. I widzę, że anioły dalej w modzie :)
Pozdrawiam.
http://i-want-your-money.blogspot.com/
To dopiero początek :)
UsuńMam nadzieję, że uda mi się tym razem doprowadzć to do końca.Jak myślisz?
Na pewno się uda.
Usuń